Postać, którą dziś chcę Wam przedstawić to niestety finalnie postać tragiczna. Gdyby jednak się nad tym zastanowić, to właśnie tragizm i demoniczność stworzyły Jesienina.
Po dziś dzień właściwie nie bardzo wiadomo, w jaki sposób człowiek oświecony miałby kulturalnie zareagować na wiadomość, że kogoś nawiedza diabeł. Jedno jest jednak pewne: nikomu jeszcze nigdy, a zwłaszcza w dwudziestym wieku, diabeł nie ukazywał się przypadkiem. W literaturze XX w. Trzy jego pojawienia się były najistotniejsze: właśnie u Jesienina w "Czarnym człowieku", u Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie" oraz u Tomasza Manna w "Doktorze Faustusie". Sens tych odwiedzin tłumaczy się wyłącznie w kontekście przełomowych zmian społecznych i politycznych.
...zaczął pisać w wieku 9 lat. W wieku 17, pracował jako korektor w drukarni. Studiował też eksternistycznie na Uniwersytecie Moskiewskim przez półtora roku. Z jakiś powodów przerwał te studia.
Przybywając do Petersburga poznał m. in. Błoka i Klujewa – innych poetów, z pewnością mających wpływ na jego poglądy.
W 1916 roku zostaje wcielony do armii, jednak rok później po rewolucji październikowej Rosja rezygnuje z działań wojennych. Nadmieniam to, ponieważ twórczość Jesienina odnosi się do tejże rewolucji w mniejszym lub większym stopniu. Popierał on ją, by następnie stać się jej krytykiem.
W 1919 roku z Marienhofem i Szerszeniewiczem ogłosił manifest imażynizmu, kierunku w poezji rosyjskiej wywodzącego się z futuryzmu. Głosił postulaty obrazowości i intuicyjności w sztuce, za postawę poezji uznawał tzw. czysty obraz.
http://www.kulturalna.warszawa.pl/wydarzenia,1,49757,quot%3BJesieninquot%3B_w_Teatrze_Ateneum.html?locale=pl_PL
O "chuligaństwie" pod adresem ich grupy, pisano w nocie redakcyjnej dziennika "Izwiestija" w maju 19' pod ujętym w cudzysłów tytułem "Artyści":
"Modnym hasłem dnia stało się przeniesienie sztuki na miasto i artystyczne przemienienie naszej ulicy.
W sposób nader specyficzny pojęli to hasło >>imażyniści<<. Głoszą oni w sztuce po prostu to, co na co dzień zwykło się nazywać >>ulicznym<<, >>brukowym<< itp. (wyzwiska, cynizm, chuligaństwo, niekulturalność...) i swoją >>sztukę<< w tym zakresie przenoszą na parkany i ściany domów Moskwy.
28 maja, rankiem, na murach klasztoru Męki Pańskiej moskwianie ujrzeli nowe inskrypcje o nader >>wesołym<< charakterze: >>Panie, ociel się!<<, >>Obywatele, zmieniajcie spodnią bieliznę!<< itp. Z podpisem grupy imażynistów.
W tłumie zgromadzonej publiczności zrodziło się słuszne oburzenie w formie stosownej do pogromowej agitacji [...]".
Na infantylnym podłożu psychicznym rozrastała się też skłonność do antywartości, antyspołecznego wzoru osobowego – skandalisty czy alkoholika – właściwa Jesieninowi i w poezji, i w życiu.
Poeta odczuwał ją jako złe zachowanie po prostu, zrodziło się w nim poczucie życia w grzechu, które ujawniało się w utracie własnej "chłopskości", oderwaniu od matki przez czas pobytu w mieście, w którym spelunki są niemalże jedyną oazą życia wśród kamienia i żelastwa. Spoufalanie się ze śmiercią, życie ku śmierci, młodzieńcza poetyzacja, wczesne napomykanie o samobójstwie ("W zielony wieczór tuż pod oknem na swym rękawie się powieszę...") i rozdygotany przerażeniem wiersz "Lata moje młode....", "Czarny człowiek", czy przedśmiertna notatka poetycka "Do swidanija, drug moj, do swidanija...." tworzyły antybohatera-Jesienina.
Poczucie życia w grzechu ujawnia się najdobitniej w kompleksie syna marnotrawnego, obecnym w wielu utworach ostatniego okresu (np. "List do matki").
Seweryn Pollak, pisał o Jesieninie:
"Wychowany w wiejskim środowisku starowierczym Jesienin do końca rozdarty był wewnętrznie – jeśli nawet rozumowo przyjmował te wszystkie zmiany, jakie rewolucja wnosiła w życie wsi, to uczuciowo nie mógł się z nimi pogodzić. W poezji Jesienina niemal od początku zaznacza się wewnętrzne pęknięcie, nuta wewnętrznej kontrowersji, dysharmonia, ustawiczna ambiwalencja uczuciowa, wynikająca ze zderzenia z miastem, a później z obcymi mu w istocie dążeniami rewolucji […]. Odzwierciedleniem tego rozdarcia wewnętrznego Jesienina są jego dramaty poetyckie Pugaczow, Kraina hultajów, gdzie wciela się on w przeciwstawne sobie postacie, gdzie odrębności stanowisk, które reprezentują, a dialogi sprowadzają się do demonstracji postaw”.
Jesieninowskie maski narratora
– „chuligan”, „skandalista”, „szarlatan”, „pogromowiec” – wywiedzione były z autentycznych epitetów, jakimi darzyli publicznie poetę krytycy. W ten sposób właśnie było realizowane społeczne „antyzamówienie”.
Jak powstają legendy...
Jak się bowiem zdaje, nie tyle poezja, co właśnie legenda Jesienina okazała się silniejsza niż doktrynalne egzorcyzmy. Legendę tę szczególnie wzmocniła samobójcza śmierć poety, która rzutowana na jego wcześniejszą twórczość stała się faktem literackim. Kiedy zaś na fali procesu destalinizacji, po paru dziesięcioleciach niełaski, Jesienin powrócił w druku i obiegu czytelniczym, poezja jego miała posmak opłaconego życiem autentyzmu i emocjonalnej szczerości.
Jesienin – check it.
Nie mam zamiaru badać, czy przedstawiać tutaj dogłębnie życiorysu Jesienina. Pozostawiam to Wam, poprzez jego poezję, gdyż był naprawdę niezwykle ciekawym i niejednoznacznym poetą. Jego ukryta w banale bogata osobowość twórcza jest zawarta cząstka po cząstce w każdym z jego wierszy. Stworzył swój własny, wyraźny styl.
Zapraszam do sprawdzenia fragmentu Moskwy pijackiej.
Jesienin - Garmonika: http://w512.wrzuta.pl/audio/2fbSMKCN2ov/garmonika
"Rżnij, harmonio! Nuda, nuda spływa...
Palce harmonisty - falą ciemną.
Pijże ze mną, suko parszywa,
Pijże ze mną.
Wykochali cię, wytarzali
Do niemożliwości.
Co tak patrzysz siwymi ślepiami?
Chcesz w pysk, nie dość ci?
Na straszydło by cię do sadu,
Wystraszać wrony.
Aż do trzewi żeś mi dojadła,
Na wszystkie strony.
Rżnij, harmonio! Rżnij klawiszasta!
Pij, wydro, chlupże!
Ja bym lepiej tamtą - piersiastą,
Bo głupsza.
Spośród kobiet - ja nie ciebie jedną.
Niemało was.
Ale z taką, jak ty jesteś, ścierwo,
To pierwszy raz.
Im boleśniej, tym głośniej
To gra, to ścicha.
Samobójstwem nie skończę,
A idź do licha!
Z waszą sforą sobaczą
Raz zerwać trzeba...
Ukochana... ja płaczę...
Przebacz mi... przebacz. "
Palce harmonisty - falą ciemną.
Pijże ze mną, suko parszywa,
Pijże ze mną.
Wykochali cię, wytarzali
Do niemożliwości.
Co tak patrzysz siwymi ślepiami?
Chcesz w pysk, nie dość ci?
Na straszydło by cię do sadu,
Wystraszać wrony.
Aż do trzewi żeś mi dojadła,
Na wszystkie strony.
Rżnij, harmonio! Rżnij klawiszasta!
Pij, wydro, chlupże!
Ja bym lepiej tamtą - piersiastą,
Bo głupsza.
Spośród kobiet - ja nie ciebie jedną.
Niemało was.
Ale z taką, jak ty jesteś, ścierwo,
To pierwszy raz.
Im boleśniej, tym głośniej
To gra, to ścicha.
Samobójstwem nie skończę,
A idź do licha!
Z waszą sforą sobaczą
Raz zerwać trzeba...
Ukochana... ja płaczę...
Przebacz mi... przebacz. "
(fragment "Moskwy pijackiej". Jesienin)
by yerbert




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz