Nasz Facebook Google plus Twitter

sobota, 8 czerwca 2013

Liga absurdów


Zwykle zakończenie sezonu ligowego na polskich boiskach wiąże się ze smutnym poczuciem bezradności ze strony kibiców, którzy oczekują zaangażowania od swoich ulubieńców a otrzymują ciągłe rozczarowania i żenujący pokaz statycznego futbolu. Zwykle różnica punktowa w tabeli świadczy o różnicy klas zespołów, bądź ustawia Tabela nie pełniła roli wykładni możliwości poszczególnych teamów. Ktoś pomyśli, że to normalne, w końcu zdarzają się lepsze i gorsze dni. Racja, tyle że wyniki spotkań ekstraklasy charakteryzuje monstrualna nieprzewidywalność. Przyczyną i skutkiem tej sytuacji są ciągłe absurdy, które niszczą atmosferę piłkarskiego święta. T-Mobile Ekstraklasa 2012-13 jest przykładem rozgrywek, które rządzą się własnymi prawami. I tak oto, każdy z zespołów zaliczył na przestrzeni całego sezonu przykre wpadki bądź stał się dream-teamem na jedną kolejkę.
Od strony formalnej czołówka tabeli wygląda typowo. Legia Warszawa i Lech Poznań pełnią role ligowych hegemonów. Jednak jeśli spojrzeć w dół tabeli sytuacja się komplikuje. Zaledwie w obrębie różnicy siedmiu punktów gnieździ się dziesięć zespołów. Tabela, niczym statystyka, okazuje się kłamliwa. W końcu zespół, który spadł z ligi, miał za sobą niezwykle udaną rundę rewanżową. Mowa oczywiście o PGE GKS Bełchatów. W praktyce również zespół, który ukończył zawody na szóstej pozycji – warszawska Polonia - żegna się z ligą dzięki prezesowi Wojciechowskiemu, który dokończył dzieła i zniszczył ’’Czarne koszule’’. Oficjalnym powodem rozstania się Polonii z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce są kłopoty finansowe. Absurdem jest też fakt, że Wojciechowski stał się jako wolny gracz rozchwytywanym kandydatem na sponsora kolejnego klubu z ekstraklasy. Miłym zaskoczeniem jest natomiast awans beniaminka z Gliwic na czwartą lokatę, która gwarantuje prawo udziału w rozgrywkach europejskich. Sukces gliwiczanie zawdzięczają głównie wychowankom, którzy świetnie wkomponowali się do zespołu, który nie narzeka na nadmiar funduszy. Kluczem do victorii okazała się młodość, jednak filozofia polskich działaczy i trenerów często wyraża się w sprowadzaniu starszych gwiazdek, niesprawdzonych obcokrajowców lub zwyczajnych niewypałów. Idąc dalej tropem tych rozumowań warto zauważyć, że obecny sezon okazał się niebywałą szansą na ponowne zaistnienie wielu ’’wyjadaczy’’. Można wymienić niektóre z nazwisk, takie jak: Rasiak, Jeleń, Smolarek, Reiss, czy Kosowski, które kilka lat temu zapisywały się w historii polskiej piłki ligowej lub reprezentacyjnej, a dziś zapisują się na nieskromnych listach płac, które zwykle nie są adekwatne do poziomu zawodników. Dzięki tak przemyślanym ruchom kadrowym otrzymujemy międzynarodową listę czołowych strzelców ligi, która nie proponuje żadnych utalentowanych snajperów rodem z Polski.

Na oddzielną historię zasługuje zmiana systemu rozgrywek 2013-14, która jak większość udogodnień PZPN i władz ligi staje się kompletną farsą. Możliwość przeprowadzenia 37 kolejek została uzależniona od rozgrywania tzw. play-off, czyli podziału zespołów na grupę mistrzowską i spadkową, które w ramach dogrywki rozegrają dodatkowe siedem spotkań. Rzecz jasna w celu ustalenia ostatecznego kształtu tabeli. Pomysł o tyle godny uwagi, że jest wypaczeniem pozytwnej zmiany, która miała polegać na powiększeniu liczby drużyn biorących udział w sezonowych meczach. Można sobie wyobrazić rozżalenie oddanego kibica, który kupuje bilet na mecz ukochanej drużyny, która po raz czwarty spotyka się z tym samym przeciwnikiem. Jedynym plusem reformy będzie prawdopodobnie pokaźniejszy dorobek najlepszego strzelca, który w tym roku zatrzymał się na kosmicznym wyniku 14 trafień.
Świetnym udekorowaniem karuzeli absurdu była niedawna Gala Ekstraklasy, na której nagrody otrzymali najlepsi z najlepszych. Gdyby spojrzeć na przynależność klubową każdego z nagrodzonych, to można dojść do wniosku, że rzeczywiście tabela ekstraklasy to pic na wodę. Najwięcej, bo trzy statuetki zgarnął Robert Demjan. Słowak został królem strzelców i siał postrach w szeregach rywali, jednak reprezentuje zespół Podbeskidzia, który rzutem na taśmę obronił się przed spadkiem. Najlepszym bramkarzem został uznany litwin Emilijus Zubas, który również spisywał się świetnie w trakcie drugiej rundy. Tyle, że Zubas grał w Bełchatowie, czyli wraz z kolegami zajął ostatnie miejsce w ligowej tabeli.
T-Mobile Ekstraklasa musi wyleczyć się z choroby zwanej absurdem. Dotyczy to samych spotkań, systemu ich rozgrywania, fanaberii działaczy, właścicieli i trenerów, mentalności zawodników i racjonalnej polityki finansowej, transferowej i promocyjnej klubów. Ktoś kiedyś powiedział, że mecz wygrywa się poza boiskiem. Ludzie składający się na obecny obraz polskiego futbolu ligowego nadal rozumieją tę piłkarską maksymę opatrznie, lub też zbyt dosłownie. Jeśli ekstraklasa pozostanie komiczną namiastką tego, co nazywamy piłką nożną, to czasy ’’Orłów Górskiego’’ staną się legendą na miarę zamierzchłych czasów. Im mniej przejawów talentu na polskich boiskach i wśród polskich piłkarzy, tym większa posucha w S-kadrze. W końcu gdzie kończy się liga, tam rozpoczyna się reprezentacja.



Autor: Micke (Michał Wójcik)

2 komentarze:

  1. szacuneczek kolego, wyrafinowana wiedza na temat futbolu w Polsce + nietuzinkowy warsztat i niespotykana kreatywnosc ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń