Czerwiec - 'ulubiony' miesiąc studentów. Wszyscy żyją sesją, zaliczeniami, deadline'ami - tyle że radzą sobie na różne sposoby. Ci zorganizowani planują wszystko, sukcesywnie walcząc z natłokiem pracy. A większość? Większość bardzo chce to wszystko ogarnąć, ale słomiany zapał rujnuje wszelakie plany i kończy się na oglądaniu fok na stronie National Geographic i modlitwach o wrześniową przychylność wykładowców...
Jak możemy zdefiniować słomiany zapał?
Słomiany zapał to przerost ambicji nad motywacją. To wewnętrzna potrzeba ulepszeń w swoim życiu, którą w szybkim czasie zabija lenistwo.
Jak diagnozujemy słomiany zapał?
Na początku pojawia się pomysł. Pomysł rodzi się z własnych przemyśleń, bądź z zainspirowania inną osobą - nieodzowny bywa tu czynnik "zazdrości". Po krótkim czasie postanawiamy wprowadzić ową genialną ideę w swoje życie. W zależności od obranej drogi, zapisujemy się na mające rozwinąć nas zajęcia, kupujemy podręcznik do nauki języka, pod wpływem impulsu wyrzucamy niezdrowe produkty z lodówki zastępując je warzywami i kefirem, wyszukujemy diety w Internecie, wieszamy na ścianie grafik robienia brzuszków. Kupujemy notes, zakładamy bloga, planujemy dzień - wszystko, by uporządkować nasze życie i wprowadzić zmiany.
I tu zaczynają się schody zwane nieprzewidzianymi przeciwnościami. Realizujemy kilka lekcji języka - nagle zaczyna nam brakować czasu, więc odkładamy podręcznik. Brzuszki robimy 4 dni, później wypada nam weekendowy wyjazd - wracamy i zapominamy o ćwiczeniu. Po paru dniach diety przechodząc obok KFC wpadamy na tłusty, niezdrowy obiadek - bo przecież raz na jakiś czas wolno - i dieta się kończy.
Świadomi porażki, sfrustrowani, tracimy wszelaką motywację i wracamy do poprzednich nawyków. Po jakimś czasie pojawia się impuls - zakładamy kolejnego bloga, kupujemy kolejny terminarz i... historia zatacza koło.
Do czego może doprowadzić słomiany zapał?
Do zatrzymania osobistego rozwoju, frustracji, spadku samooceny i do braku samoakceptacji - wyjątkowo destruktywne schorzenie.
Jak walczyć ze słomianym zapałem?
Ludzie z tendencją do tej choroby zwykle chcą zmieniać absolutnie wszystko od razu. W rezultacie narzucają sobie plany, których potem nie są w stanie zrealizować jednocześnie.
Receptą są powolne zmiany. Znajdźmy jedną rzecz, którą chcemy wprowadzić do naszego życia - nie pięć, nie piętnaście - tylko jedną. I zróbmy wszystko, by mieć na nią czas. Nikt nie staje się bliższy swemu ideałowi w mgnieniu oka. To tego trzeba wiele pracy i wysiłku - ale nie wszystko od razu! Zamiast katorżniczego grafika wprowadźmy ćwiczenia raz, dwa razy w tygodniu, poświęćmy jeden wieczór tygodniowo na nowe słówka wymarzonego jezyka, wyrzućmy słodycze z jadłospisu na 5 dni w tygodniu. Zróbmy mały krok, którego łatwo będzie nam się trzymać. Potem przyjdą kolejne!



Yeah ! Małymi kroczkami :)
OdpowiedzUsuń