
Do lekarza przychodzimy, kiedy nie czujemy się dobrze. Po przeczekaniu kilku godzin w poczekalni i przeczytaniu starych magazynów, w końcu dostajemy się do gabinetu. Tam z kolei odpowiadamy na serię pytań, podczas której staramy się wyjaśnić wszystkie możliwe symptomy. Po tym wszystkim oczekujemy czegoś w zamian - zazwyczaj jest to tylko kawałek papieru z wypisaną receptą.
Zazwyczaj nie interesuje nas to, jaki lek otrzymujemy, liczy się sam fakt że dzięki niemu czujemy się lepiej. Prowadzi do tego ZAUFANIE, jakim darzymy lekarza - ufamy, że wie, co jest dla nas najlepsze i podejmuje słuszną decyzję. Ale jaki wpływ owo zaufanie ma na sam proces leczenia? Co by było, gdybyś po przyjęciu leków i wyzdrowieniu dowiedział/a się, że były to zwykłe witaminy dla dzieci? Nie było żadnej możliwości, żeby “lekarstwa” pomogły, a jednak choroba zniknęła. Jest to możliwe właśnie dzięki efektowi zwanemu placebo.
Polega on na przyjęciu leków lub wykonaniu czynności leczniczych (np. zabiegu chirurgicznego), które nie mają absolutnie żadnego wpływu na stan zdrowia. Pacjent nie jest świadomy, że kuracja którą podejmuje nie ma sensu, ale sam fakt jej podjęcia i zaufania, którym darzymy lekarzy bywa wystarczający do odzyskania sprawności. Możliwe są przypadki, kiedy podanie prawdziwego leku jest wręcz szkodliwe dla pacjenta, ale oszukanie go (brzmi trochę nieetycznie) przez wmówienie mu, że faktycznie przyjął lek może poprawić jego stan zdrowia.
Chociaż placebo ma efekt i podłoże czysto psychologiczne, zdarza się, że pacjenci go doświadczający na prawdę zdrowieją. W historii medycyny znane są przypadki, kiedy zwykłe wycięcie migdałków lub wyrostka robaczkowego (czyli elementów, których nasz organizm w ogóle nie potrzebuje) prowadziło do zwalczenia dużo poważniejszych chorób, na przykład epilepsji. Czasami wystarcza sama wizyta w gabinecie lub usłyszenie drobnej porady od lekarza, aby nasz stan się poprawił. Jeszcze innym przykładem, który w pewnym stopniu możemy uznać za efekt placebo jest tzw. medycyna niekonwencjonalna. Załóżmy, że jakiś “specjalista” doradził nam picie lub spożywanie ziół, których nazwy nie potrafimy nawet wymówić. Nie mamy żadnego dowodu, że nie jest to zwykła pokrzywa, ale sam fakt przyjmowania substancji, która (mamy nadzieję) może nas wyleczyć, powoduje zmniejszenie lub całkowity zanik objawów choroby. Przypadek może dosyć skrajny, ale z całą pewnością możliwy.
Choć efekt placebo, a raczej część psychiki, która jest za niego odpowiedzialna nie została do końca zbadana, jego potencjał jest ogromny. Gdyby możliwe było wyleczenie bardziej poważnych chorób tylko i wyłącznie za pomocą zaufania do lekarzy, medycyna wykonałaby ogromny skok na przód. Jednak z drugiej strony może dojść do przypadków, kiedy pacjent uwierzy, że został wyleczony, podczas gdy choroba będzie postępować nadal - przesadna wiara w odzyskanie zdrowia fizycznego może zaprowadzić do utraty zdrowia psychicznego. Nie mam pojęcia, które z nich jest cenniejsze.
Na koniec trochę bardziej optymistycznie :)
(w wolnym tłumaczeniu: moja siostra miała ból głowy ale skończył nam się Advil, dałem jej Skittles’a i szklankę wody)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz