
Do tej pory myślałem, że ołówek może służyć jedynie do pisania, rysowania czy dźgania koleżanki z ławki przede mną. Jest jednak człowiek, który z tak powszechnego narzędzia potrafi zrobić coś niesamowitego, coś co w pełni zasługuje na miano sztuki. Owy artysta, bo tak można go nazwać, to Dalton M. Ghetti, człowiek, który z grafitu zamkniętego w ołówku potrafi wyrzeźbić chyba wszystko.
Początek
Historia zaczyna się, kiedy Daltona ma 6 lat. Mieszka wtedy w Brazylli. W szkole wraz z innymi uczniami używa brzytwy lub kieszonkowego scyzoryka do ostrzenia ołówków. Wtedy chłopiec uczy się korzystać z ostrych narzędzi. Kiedy ma 8 lat, jego mama zajmuje się zawodowo szyciem, a mały Dalton pomaga jej w prostych pracach takich jak przyszywanie guzików. Kiedy kończy 9 lat dostaje od rodziców metalowe narzędzia, które służą mu do budowy zabawek. Wtedy też Dalton zaczyna rzeźbić. Od tamtej pory stworzył ogromną ilość rzeźb z różnych, dostępnych mu rodzajów materiałów jak drewno, mydło, kamień, czy wosk.
Małe jest piękne
Na początku jego rzeźby były duże, ale od zawsze fascynowało go wszystko co małe i żyjące np. owady czy mech. Zdecydował, że będzie rzeźbił rzeczy tak małe na ile pozwolą mu gołe oczy. Pewnego dnia wziął do ręki ołówek i zaczął w nim rzeźbić.
Kierowała nim chęć przyciągnięcia uwagi innych ludzi do małych rzeczy, bo jak mówi powiedzenie, “małe jest piękne”, co w przypadku jego prac sprawdza się w 100%.
Recykling
Ale skąd Dalton bierze te wszystkie ołówki? Znajduje je na ulicy, albo jego znajomi przysyłają mu swoje już zużyte. Można powiedzieć, że robi sztukę ze śmieci.
Kiedy zaczął pokazywać swoje prace, musiał wymyślić sposób w jaki będą eksponowane. Ludzie zwiedzający galerię mogliby je uszkodzić, gdyby nie były odpowiednio zabezpieczone. Wpadł na pomysł żeby eksponować je w ramkach na białym tle. Oczywiście wszystkie surowce do produkcji ramek bierze z recyklingu.
Warsztat
Dalton pracuje bez żadnych szkieł powiększających. Jedynym, naturalnym wspomagaczem jego wzroku jest silne źródło światła: lampka na biurku bądź słońce. Do rzeźbienia używa igły do szycia oraz bardzo ostrego, małego, trójkątnego ostrza. Niektórzy pomyślą: Fajną ma robotę, siedzi sobie cały dzień i skrobie ołówki. Nic bardziej mylnego :) Dalton pracuje w małych interwałach czasowych - godzina, dwie na dzień i to tylko kiedy ma już jakąś inspirację. Na co dzień ma normalną pracę (z której bierze materiały na ramki). Nad rzeźbami pracuje bardzo wolno, delikatnie zdzierając grafit. Musi być niezwykle ostrożny, bo materiał na którym pracuje jest bardzo kruchy. Zdarza się, że grafit się łamie, wtedy Dalton dołącza go do kolekcji rzeźb które nie wyszły.
![]() |
| złamane grafity z ołówków |
Praca
Jak już wspominałem Dalton ma normalną pracę. Nie sprzedaje swoich rzeźb, ponieważ jak mówi jest to jego hobby oraz forma medytacji, która wymaga ogromnej cierpliwości.
Łzy
Łzy
Dalton w sobie nieprawdopodobnym stylu uczcił pamięć ofiar ataku terrorystyczne na wieże World Trade Center do którego doszło 11 września 2001r. Dalton poczuł się tak głęboko dotknięty tym wydarzeniem, że postanowił każdego dnia rzeźbić jedną, malutką łzę za każdą ofiarę ataku. Ofiar było 3000, dlatego wyrzeźbienie wszystkich łez zajęło Daltonowi 10 lat. Robił je z grafitu, który wyciągał z ołówków znalezionych na ulicy. Narzędziami były mu tylko ręce i brzytwa. Nawet nie posiłkował się lupą czy okularami. Wszystkie łzy są wielkości ziarenek ryżu, a wyrzeźbienie pojedynczej zajmowało mu mniej niż godzinę. Stworzył z nich dużą, dwuwymiarową, czarną łzę. Dzieło znajduje się w New Britain Museum of American Art w Connecticut w USA.
![]() |
| łzy Daltona |
Prace Daltona wystawiane były w galeriach na całym świecie. Pisał o nim m. in. New York Times. Artysta jest otwarty nawet na spotkania z uczniami, chętnie podzieli się swoją historią. Niestety mieszka na stałe w USA i nie planuje w najbliższej przyszłości odwiedzać Polski, więc szanse na spotkanie z nim są znikome. Może jakaś galeria w Polsce pokusi się żeby wystawić jego prace? :)
Autor: Beniamin Makal
![]() |
|
|
Autor: Beniamin Makal





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz