Nasz Facebook Google plus Twitter

środa, 12 czerwca 2013

Globalizacja, czyli wspólnotowość współczesna.


Globalizacja, która jest pieszczotliwie zwana procesem, odciska swoje piętno na dzisiejszym świecie. Trudno uciec od tego pojęcia, nawet jeśli na pozór jest to dla przeciętnego Kowalskiego sprawa drugorzędna. Wspólny rynek, wspólny handel, wspólna kultura - te ciągłe, udeptane i wyprane z racjonalnych analiz twierdzenia kołaczą się bez przerwy w najtęższych głowach naszego globu. Czy jednak ktokolwiek może zabawić się w cygańską wróżkę i z charakterystyczną dla wróżki pewnością odpowiedzieć, co przyniesie zacieśniający się pierścień globalizacji ?
To nie jedyny znak zapytania stawiany przy tym zagadnieniu. Nie bez racji, wizja społeczeństwa ryzyka opartego na wymysłach tzw. specjalistów, staje się straszno-śmiesznym wyjściem z sytuacji. Owo określenie zostało sprytnie zaserwowane elementom z pozoru myślącym, czyli ssakom najwyższego rzędu – ludziom. Czyż korzystając z enigmatycznego społeczeństwa ryzyka nie czekamy z rozłożonymi rękoma na rozwój wypadków, tak naprawdę spodziewając się nie wiadomo czego? A scenariuszów i koncepcji, do licha, jest odpowiednio tyle, ilu ich autorów.

     Choćby taka homogenizacja kultury. Farmaceutom homogenizacja kojarzy się głównie z lepszą przyswajalnością tłuszczu mlecznego, zatem dla zwykłych amatorów nabiału z reklamówkami popularnego serka Danio, homogenizacja kultury może się okazać zbyt trudna do zdefiniowania. Słowo klucz – ujednolicenie! Ujednolicenie kultury, mieszanka narodowościowa i misz-masz tradycji w jednym. I kto by pomyślał, że o tę trywialną homogenizację kultury trwają spory w kręgach bardziej wyważonych niż ulice środowisk bezpośrednio zainteresowanych i niezhomogenizowanych dostatecznie mocno.
Chciałoby się rzec, że skoro cały spór sięga procesów kolonizacji, to nierówności społeczne, które się nasilają, są naturalnym rozwojem wypadków. Kiedy dodamy do tego rewolucję przemysłową (dla surferów – główny czynnik okresu drugiej fali) i strefy wolnego handlu, czyli rozwój i liberalizację w jednym, to otrzymujemy wypaczony obraz społeczeństwa, w którym swoboda gospodarcza nie wiąże się z przyrostem zatrudnienia, a przepaść między cywilizacją wschodu i zachodu regularnie się pogłębia. Ot, filozofia integracji zamienia się w ekonomię przetrwania.


Mówiąc o globalizacji, nie sposób nie wspomnieć o komunikacji, której rozwój przyczynił się do tego, że ludzie z odległych zakątków świata nie widząc siebie nawzajem nie zauważają również problemów, aby w dowolnym momencie wejść w proces komunikacji. I dzięki zaawansowanym zmianom natury teleinformatycznej, elektronicznej i cybernetycznej nastolatki, które mieszkają w jednym bloku mogą delektować się nieograniczonymi możliwościami ponadprzestrzennej komunikacji za pomocą przebogatej sieci Internet. Misja o kryptonimie ’’komunikacja globalna’’ zakończona sukcesem!
Jedno jest pewne: unifikacja gospodarcza jest sama w sobie celem nieosiągalnym, kwestie równouprawnienia są i będą kwestiami sumień, istnieją aspekty, obok których nie sposób przejść obojętnie. Globalizacja to jasny sygnał do stworzenia areny walki dla wielkich korporacji i koncernów, masowość wszystkich przedsięwzięć ekonomicznych i gospodarczych zabija jednostkowe, lokalne przejawy istnienia konkurencji na rynku. Często przytaczany w dyskusjach o globalizacji argument zanikania kultur lokalnych dotyczy głównie obszarów o wysokiej tożsamości narodowej, współistniejących ze sobą na zasadzie małych ojczyzn. Zatem, aby udał się proces ujednolicenia kultury, należałoby zabić wszelki przejawy życia lokalnego, wytwory kultur regionalnych i ciągle wskrzeszane tradycje. Należałoby żyć bez historii w imię... Właśnie, w imię jakich wartości? Czy istnieją jeszcze argumenty moralne, etyczne, które można śmiało przedstawić na forum dyskusji o globalizacji?


Żyjemy w świecie, który ciągle zaskakuje nową paletą zmian. Lepszych bądź gorszych. Lecz proces globalizacji to zmiana, która będzie nam towarzyszyć jeszcze bardzo długo. Globalna wioska McLuhana, która przyszła na świat w głowie socjologa już ponad pół wieku temu, zadziwia swoją elastycznością, nasz świat w istocie się kurczy. Jednak ciemne strony kapitalizmu prowadzą świat na manowce. Nie unikniemy podziałów i nierówności, a najprostszym rozwiązaniem szerzącej się segregacji ludności jest pójście w ślady leninowskiego imperializmu. Ale tego nie chcemy. Ile jest jednak wart sprzeciw jednostek, które są częścią systemu...?



Autor: Micke (Michał Wójcik)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz