Edward Snowden – nazwisko kojarzone z jednym z największych skandali we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych. Przez rząd uznany za zdrajcę, stał się postacią niemal ikoniczną jeśli chodzi o kwestię poszanowania demokracji i praw człowieka. Dla większości „zwykłych” amerykanów jest dzisiaj symbolem walki o wolność i prywatność obywateli. Jednak jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić?
Snowden, urodzony w Karolinie Północnej, został dostrzeżony przez CIA (Central Intelligence Agency – przyp. autora) dzięki swoim ponadprzeciętnym zdolnościom w dziedzinach informatyki i technologii komputerowej. Pracował dla rządu amerykańskiego między innymi w Szwajcarii i Japonii, gdzie był odpowiedzialny za systemy komputerowe placówek CIA. Jeśli wierzyć mediom, przecieki planował już w 2009 roku, kiedy to miał rozczarować się polityką Barracka Obamy odnośnie szpiegowania obywateli amerykańskich przez instytucje rządowe. Podobno stopień inwigilacji zamiast maleć, wzrósł jeszcze bardziejj. Kiedy 20 maja Snowden udostępnił prasie kopie oryginalnych dokumentów wskazujących na to, że żaden telefon i komputer w USA nie jest bezpieczny, na całym świecie rozpętała się medialna burza, wyrazy sprzeciwu popłynęły niemal z każdego zakątka globu. Koniec końców, nikt nie spodziewał się takich informacji ze Stanów Zjednoczonych – kraju, w którym utworzona została pierwsza na świecie Konstytucja i który jest (czy może był) wzorem do naśladowania, jeśli mówimy o ochronie praw i wolności człowieka i obywatela. Ale wracając do Snowdena – ujawniając jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic rządu amerykańskiego, ściągnął sobie na głowę nie lada kłopot. Ponieważ jak można uciec przed palcem sprawiedliwości, należącym do jednego z największych mocarstw na świecie? A nawet jeśli można, to na jak długo? Te pytania z pewnością zadaje sobie sam zainteresowany, poszukując azylu politycznego w każdym możliwym kraju. Jak dotąd, jego prośby zostały odrzucone przez większość państw europejskich (między innymi przez Niemcy i Francję) oraz kilka azjatyckich, w tym Chiny i Indie. Jedynymi krajami, które do tej pory zgodziły się na udzielenie pomocy Snowdenowi są Boliwia i Wenezuela (Ameryka Południowa) oraz Nikaragua (Ameryka Środkowa). Warto pomyśleć o konsekwencjach politycznych, mogących za to „grozić” wspomnianym wcześniej państwom. W końcu to niemal jak rzucenie rękawicy samym Stanom Zjednoczonym - kto wie, jak cała sytuacja wpłynie na stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy „Amerykami”.
Przyjrzyjmy się teraz drugiej stronie medalu. Informacje wykradzione przez Snowdena według najgorszego scenariusza mogą wyrządzić wiele niechcianych szkód w USA „od środka” – chodzi mi tutaj na przykład o bezpieczeństwo wewnętrzne, którego struktury z pewnością zostały naruszone, co w konsekwencji może ułatwić sprawę wrogom, których Stany Zjednoczone mają z pewnością. Nie chcę nikogo wskazywać palcem, ale rząd rosyjski z pewnością jest gotowy sporo zapłacić za dostęp do największych tajemnic swojego, nie bójmy się tego słowa, przeciwnika. Chociaż sam Snowden twierdzi, że wybrał jedynie te dokumenty, których ujawnienie nie zaszkodzi interesowi bezpieczeństwa narodowego oraz poszczególnych obywateli, sam fakt pozostaje – najważniejsze i najbardziej tajne dokumenty Ameryki nie są tak bezpieczne, jakby się mogło wydawać. Oczywiście głosy są podzielone – liczba obywateli amerykańskich, uważających Snowdena za zdrajcę jest porównywalna do liczby jego zwolenników. Jedno możemy powiedzieć na pewno – całą ta sytuacja otworzyła wiele par oczu i zwróciła uwagę na problem wolności jednostki, która niestety coraz częściej staje się tylko słowem widniejącym na tablicach, którymi wymachują strajkujący obywatele.
Autor: Em
Autor: Em
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz