Nasz Facebook Google plus Twitter

poniedziałek, 29 lipca 2013

“Życie to nie teatr”



...życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
życie to nie tylko kolorowa maskarada...
(E.Stachura)


Wiele osób kojarzy na pewno Edwarda Stachurę.
Wybitny polski poeta, prozaik, pieśniarz i tłumacz.
Znamy jego wiersze, pieśni ale nie każdy wie,
jak bardzo na życie poety wpłynęło miasto Lublin.
Nasza codzienność pokrywa się z jego życiem.
Mijane budynki, skwery, ławki, cała aglomeracja
związana jest częściowo z młodością  poety.


Stachura był wspaniałym i pełnym tajemniczości człowiekiem. Urodził się w 1937 roku w „Słodkiej Francji”, jak pieszczotliwie nazywał swoją pierwszą ojczyznę. Po osiedleniu na stałe w Polsce zamieszkał wraz z rodziną w okolicach Aleksandrowa Kujawskiego. Właśnie tam,  mając siedemnaście lat odkrył w sobie talent poetycki. Dojrzewanie okazało się trudnym okresem dla młodego literata, ponieważ konflikty rodzinne oraz prowadzone z nauczycielami zatargi nie sprzyjały dalszej nauce. Liceum ukończył już z dala od rodzinnego domu, w Gdyni. Próbował  potem sił na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, jednak bezskutecznie . W roku 1957 wiatr historii przywiał Stachurę do Lublina. Nikt do końca nie wie jakie okoliczności skłoniły poetę do przyjazdu w nasze strony. Z początkiem roku akademickiego rozpoczął studia z filologii francuskiej na KUL-u. Miasto nie okazało się jednak  szczęśliwą przystanią, ponieważ od początku mieszkanie tu sprawiało dużo problemów.  


Nie dostał miejsca w akademiku oraz stypendium, przez co zmuszony był do spania na dworcu oraz „kątem” u znajomych w akademiku UMSC-u. „Waletował„  u nich do czasu, gdy odkryto jego obecność i bezceremonialnie wyrzucono na bruk. Żale dotyczące sytuacji życiowej wylewał w listach do znajomych. Pisał między innymi, że dużo choruje i sypia na dworcu.  Zdarzyło mu się również spędzić noc na grobie Józefa Czechowicza, którego pomnik należy do przestrzeni cmentarza na ulicy Lipowej.
Tułaczka poety w Lublinie zakończyła się praktycznie po dwóch miesiącach, kiedy legalnie zamieszkał w akademiku. Teoretycznie nigdy nie odnalazł się do końca w tej przestrzeni. Na stronie Teatru NN można znaleźć mapę, na której zaznaczone są miejsca, gdzie 70 lat temu spotykało się młodego poetę.


Odkryć można, na której ławce na dziedzińcu KUL-u najchętniej siedział, ale również, gdzie najczęściej przebywał. Tułaczka poety w Lublinie zakończyła się praktycznie po dwóch miesiącach, kiedy legalnie zamieszkał w akademiku.  Luźny stosunek do studiowania przysporzył jednak problemów na uczelni.  W czasie sesji letniej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1958 roku sporządzono dokument, który stwierdzał:  


„Z polecenia Przewodniczącego Senackiej Komisji Dyscyplinarnej uprzejmie zawiadamiam, o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego przeciwko Edwardowi Stachurze, stud. I roku Fil. francuskiej, z powodu czynów nie licujących z godnością studenta Katolickiego Uniwersytetu”.


Prawdopodobnie chodziło o zachowanie poety, który nie zwracał uwagi na podjęte zobowiązania oraz prawie żebraczy styl życia. Oficjalnym powodem wydalenia miało być niedopuszczenie do egzaminów w drugim semestrze nauki. Poeta wystosował jednak pismo do dziekana, który zezwolił na egzamin poprawkowy.  Zaraz po nim Stachura opuścił zarówno uniwersytet jak i miasto. Był bardzo zżyty z Lublinem. W końcu  powstawała tu jego twórczość. Z miejsc znajdujących się tu czerpał inspiracje. Trudna sytuacja, która spotkała poetę związała go szczególnie z elementami miejscowości... W liście do Kazimierza Zająca z 1960 roku  możemy przeczytać.


„Czasami tęsknię do Lublina, choć było to dla mnie miasto przeklęte i w którym opadały mnie co jakiś czas, bardzo często nieszczęścia jedno po drugim, jak z puszki Pandory”.  


Niestety losy poety zakończyły się dosyć dramatycznie. Często pisał bardzo optymistycznie, budząc w ludziach nadzieje, pokazując, że warto być silnym.


„Posłuchaj, porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!
Poczekaj, porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!”
Tłumaczył innym, że trzeba przeczekać trudne sytuacje i nie poddawać się, ale nie potrafił dostosować się do własnych rad. Popełnił samobójstwo w wieku czterdziestu dwóch lat. Pozostawił po sobie jedynie pamięć i piękno zawarte w niezwykłych wierszach i piosenkach. Życie poety wydaje się być dla nas odległe, ale pamiętajmy, że jest kimś kto zawsze będzie należeć do naszej przestrzeni.



Autor: Agnieszka Wierzchoś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz