Tak przed rozpoczęciem listopada charytatywna organizacja MOVEMBER zachęcała facetów do zapuszczania charytatywnych wąsów. Miały być one symbolem męskości i świadomości swojego zdrowia. Zachęcała też kobiety. Do polubienia tychże wąsów oczywiście i wspierania swoich mężczyzn. Choć pewnie znalazłoby się kilka entuzjastek ich osobistego zapuszczania.
Dziś mamy 1 grudzień i koniec akcji, która na stolicę wydarzenia w tym roku w Polsce wybrała Gdynię. Temat, mimo jej zakończenia nie jest jednak przeterminowany. Ale od początku.
Idea powstała w Australii, w 2003 roku. Dziś obejmuje już cały świat. W samym 2012, 21 państw uczestniczących w MOVEMBER zgromadziło 92 milionów funtów na profilaktykę, szerzenie świadomości oraz diagnozowanie i leczenie nowotworów u mężczyzn.
Czemu większość z nas słyszy o tym pierwszy raz? Mimo globalnego zakresu akcji organizatorzy nie są skłonni do założenia polskiego page'u, a datki płyną też do instytutu światowego, nie zaś krajowych. Mimo zainteresowania mediów, mało osób angażuje się czynnie w wydarzenie. Mało osób jest też skłonnych sypnąć siano. U nas zbiera się najmniej. Polacy, jako Ci, którzy mogą zarejestrować się na stronie akcji, widnieją pod „Rest of the world”, nie zaś „Poland”. Nie mamy możliwości tworzenia grup zbierających pieniądze, nie mamy więc łatwej drogi ku zbieraniu pokaźnych datków dla MOVEMBER. Co prawda istnieje facebook'owy fanpage, umiera on jednak śmiercią naturalną. Organizatorzy, widząc słabe powodzenie nie chcą inwestować w jej rozwój tutaj.
Na ratunek polskim... mężczyznom idą za to polskie kampanie. Jedną z nich jest www.odwazni.com i zbierają one pieniądze właśnie dla Polaków. Wpierają ją też celebryci i sportowcy. Na przykład zawodnicy Arki Gdynia. Idea zostaje przejęta. Nic w przyrodzie nie ginie.
Akcja jest ciekawa. Przyciąga uwagę swoją nietypowością. Kto dziś przecież nosi wąsy po dziadku? Jest fajnie promowana ( http://www.youtube.com/watch?v=xV2EEcDbGlg ). Wspiera też cel, o którym się na ogół nie mówi, ponieważ mężczyzna póki młody zazwyczaj nie myśli o tym, co może się złego dziać z jego sprzętem. A może. I to dużo.
Nie pierwszy raz słyszę o nas, facetach i statystykach zgonów za sprawą raka prostaty czy jąder. Przez brak kontroli bądź też jej nieregularność, męski rak wykańcza równie licznie jak rak płuc. Mimo to wciąż mamy szansę, nawet bez wyraźnej opieki większych organizacji. Wystarczy chociażby pomyśleć o swoim zdrowiu. Świadomość możemy przecież zyskiwać za darmo. Co łączy się z profilaktyką i ewentualnym leczeniem. Nie powiedziane jest, że mamy trąbić o raku jąder na lewo i prawo. Wystarczy iść się przebadać, porozmawiać z lekarzem na temat kontroli osobistej męskiego zdrowia.
Uważam akcję za wartą uwagi. Jest alternatywą dla wiele głośniejszej, związanej z kobiecym rakiem piersi. My też mamy swoje słabości. Może nawet w następnym roku zapuszczę dla hecy wąsy. Bo pomimo wiotkich wyników zbiórki w Polsce, warto zwracać uwagę na nasze męskie zdrowie. Nawet w ten, dość zabawny na dzisiejsze czasy, lecz nie ujmujący męskości sposób.
Mimo tego, że faceci są silniejsi fizycznie, w sprawach zdrowia nie jest powiedziane, że mamy przewagę. Achilles też miał swoją piętę.
PS.: Oczywiście jak każde porządne wydarzenie MOVEMBER jest kończony gęstą imprezką. Tak to wyglądało w UK:
Autor: kdz


Czekam na edycję z zapuszczaniem brody :)
OdpowiedzUsuńBędziesz hodować u Satanisty ? :D
OdpowiedzUsuń